MOTOCYKLOWE BIESZCZADY: WIDOKOWA PĘTLA PRZEZ CISNĄ, LUTOWISKA I SOLINĘ
Bieszczady to jeden z tych regionów, do których polscy motocykliści wracają regularnie. Kręte drogi, opuszczone wsie, połoniny i historia, która czai się tuż przy asfalcie – oto gotowy plan na motocyklowe Bieszczady i weekend na dwóch kołach.
A MOŻE PO PROSTU SKRĘCIĆ W BIESZCZADY?
Bieszczady od lat owiane są aurą tajemnicy. Pełne legend, historii dawnych mieszkańców i tej specyficznej atmosfery, która sprawia, że czas nagle zwalnia. To miejsce, gdzie reguły wielkiego miasta tracą sens, a codzienny pośpiech zostaje gdzieś daleko w lusterkach.
Jedno jest pewne – Bieszczady są wyjątkowo gościnne dla motocyklistów. Nie będę ukrywał, że rodzaj dosiadanego motocykla nie w tym przypadku żadnego znaczenia Bez względu na to, czy dosiadasz cruisera, adventure’a czy sporta, znajdziesz tu drogi, na których poczujesz się znakomicie. Ten region oferuje niezliczoną liczbę tras i miejsc wartych odwiedzenia – na ich poznanie nie wystarczyłoby nawet kilku motocyklowych wyjazdów.

MYCZKOWIANKA – MIEJSCEM STARTU
Na miejsce startu wybrałem Myczkowiankę. To dobrze znane miejsce i świetna baza wypadowa. Znajdziesz tu wygodne noclegi i smaczną kuchnię, do której chce się wracać po całym dniu jazdy. Pierwszy przystanek znajduje się niedaleko, w Uhercach Mineralnych. Wodospad na Olszance to niewielkie, ale bardzo urokliwe miejsce, idealne na krótki postój i zrobienie sobie kilku zdjęć.
Będąc w Uhercach, warto przejechać się drezyną napędzaną siłą mięśni nóg. Trasy prowadzą dawnymi szlakami galicyjskich kolei. Polecam też odwiedzić browar Ursa Maior, gdzie warzy się naprawdę solidne piwo.
ZAKRĘT Z LEGENDĄ
Przez Olszanicę kieruj się w stronę szybowiska w Bezmiechowej. To właśnie tutaj znajduje się słynny „zakręt grozy”, znany z licznych filmów krążących po sieci. Według wielu teorii jego zdradliwość wynika z opadającego profilu drogi, który w prawym łuku zmusza motocyklistów do zacieśniania toru jazdy. Na szczęście prędkości są tu niewielkie, a widok z szybowiska skutecznie wynagradza chwilę ostrożności.
Wracam tą samą drogą i jadę w kierunku Ropienki. Po drodze, w Wańkowej, warto zatrzymać się w sklepie „Czar PRL” u Nikosa – Greka z krwi i kości, który wyrabia znakomite sery. Kilka kilometrów dalej uwagę przyciąga deskal Arkadiusza Andrejkowa – malowidło na starej drewnianej stodole, będące częścią projektu „Cichy Memoriał”. Podobne prace można spotkać w wielu miejscach Podkarpacia.

ŚLADY PRZESZŁOŚCI
W Ropience, tuż przy drodze, znajdują się pozostałości po dawnych instalacjach wydobycia ropy naftowej – nazwa wsi nie jest przypadkowa. To miejsce naznaczone jest jednak także tragiczną historią. W 1944 roku doszło tu do pierwszych mordów UPA na polskiej ludności.
Dalej trasa prowadzi przez Łomną i Trójcę – wsie wysiedlone po wojnie w ramach akcji „Wisła” – aż do Arłamowa. Luksusowy dziś ośrodek wypoczynkowy w czasach PRL gościł najważniejsze osoby w państwie, a w ostatnich latach był m.in. bazą naszej reprezentacji piłkarskiej.

Przez Krościenko i Równię, gdzie koniecznie trzeba zobaczyć drewnianą cerkiew Opieki Matki Bożej, jadę dalej na południe. W Zadwórzu mijam Gęsi Zakręt – miejsce dobrze znane motocyklistom i fanom trialu, regularnie odwiedzane podczas motocyklowych imprez.
SZUTRY, BRODY I OPUSZCZONE WSIE
W Lutowiskach robię krótki postój na punkcie widokowym, z którego rozciąga się jedna z piękniejszych panoram Bieszczadów. Stąd „bieszczadzkim asfaltem”, a później łatwą drogą szutrową, kieruję się w stronę Skorodnego – kolejnej wsi wysiedlonej po wojnie. Kiedyś stało tu niemal 160 domów, dziś pozostały jedynie pojedyncze zabudowania.
Jeśli warunki i umiejętności na to pozwalają, w Polanie można skręcić w stronę groty w Rosolinie. Po drodze czekają dwa brody na potoku Czarny oraz krótki spacer.
WZDŁUŻ SANU I POWRÓT DO BAZY
W Rajskiem skręcam w lewo, w stronę mostu nad Sanem. Również tutaj istniała niegdyś wieś Studenne, zniszczona po II wojnie światowej. Niedaleko mostu zachowały się ruiny poniemieckiej strażnicy.
Jadąc dalej wzdłuż Sanu, który wije się tu malowniczymi meandrami, docieram do Dwerniczka. Znajduje się tu ciekawy most wiszący, którego konstrukcja zdradza dawną funkcję – w latach 1945–1951 przebiegała tędy granica polsko-radziecka.
Stąd droga prowadzi pomiędzy Połoniną Caryńską i Wetlińską w stronę Brzegów Górnych, a następnie do Cisnej. Nie sposób ominąć Siekierezady – kultowej karczmy, o której krążą legendy o drwalach potrafiących w jeden dzień przepić całą wypłatę. Dziś przyciąga świetną kuchnią i muzeum zabytkowych pojazdów.
W drodze powrotnej do Myczkowianki zatrzymuję się jeszcze w Polańczyku, na cyplu z widokiem na Jezioro Solińskie. Sam kurort nie zachęca do dłuższego postoju, ale zapora w Solinie – największa w Polsce – zdecydowanie zasługuje na uwagę. Zachodnią stroną Jeziora Myczkowskiego wracam do bazy.

To solidna, około 300-kilometrowa pętla, którą najlepiej rozłożyć na cały weekend. Bieszczady nie lubią pośpiechu – i bardzo dobrze.
DLACZEGO WARTO WYBRAĆ SIĘ MOTOCYKLEM W BIESZCZADY?
- Różnorodne drogi dla każdego motocykla – od płynnych asfaltów po łatwe szutry, na których odnajdzie się i cruiser, i adventure.
- Widoki, które wymuszają postoje – połoniny, doliny Sanu i liczne punkty widokowe skutecznie skracają dystans między przystankami.
- Mały ruch i spokojna jazda – w wielu miejscach można naprawdę zwolnić i cieszyć się drogą bez presji czasu.
- Historia obecna przy samej trasie – opuszczone wsie, cerkwie i ślady dawnych granic sprawiają, że każda pętla ma drugie dno.
- Motocyklowa gościnność – noclegi i restauracje przyjazne motocyklistom są tu czymś zupełnie naturalnym.
- Trasy idealne na weekend – nawet krótkie wyjazdy pozwalają poczuć klimat regionu bez konieczności „zaliczania kilometrów”.
- Miejsca z charakterem – od kultowych karczm po niewielkie lokalne atrakcje, które najlepiej odkrywa się właśnie na motocyklu.
- Poczucie ucieczki od codzienności – Bieszczady naprawdę pomagają zostawić miejski chaos daleko za sobą.