Home » DOSTAŁEŚ MANDAT ZE ZDJĘCIEM? CO GROZI ZA NIEWSKAZANIE KIEROWCY?

DOSTAŁEŚ MANDAT ZE ZDJĘCIEM? CO GROZI ZA NIEWSKAZANIE KIEROWCY?

speed-camera-5767932_1920

No dobrze, taka sytuacja ma prawo zdarzyć się każdemu. Nieco za szybko przejedziesz przez odcinkowy pomiar prędkości, albo najzwyczajniej w świecie przelecisz przez skrzyżowani na późnopoarańczowym. Żeby było jasne, nie pochwalam ani jednego, ani drugiego. Wiem jednak że takie sytuacje się zdarzają. Pamiątką pozostaje mandat ze zdjęciem. O ile w przypadku jazdy samochodem sprawa wydaje się być dość prosta, bo na zdjęciu widoczna jest twarz kierowcy, o tyle w przypadku motocyklisty, widoczny jest co najwyżej jego kask i wystający czubek nosa. A gdy masz założoną przyciemnianą szybkę twarzy nie widać w ogóle. Jak zachować się w takiej sytuacji? Co grozi za niewskazanie kierowcy?

Przede wszystkim pamiętaj, że gdy motocykl jest zarejestrowany na twoje nazwisko, wspomniana kartka ze zdjęciem to wezwanie w sprawie, które zawsze trafia do właściciela pojazdu. Jeśli to nie ty to nie ty prowadziłeś, masz obowiązek wskazać, komu użyczyłeś motocykl. Przepisy mówią jasno, że twoja odpowiedzialność jako właściciela pojazdu kończy się w momencie wskazania tej osoby. Jeśli z jakiegoś powodu nie możesz tego zrobić, musisz to wyjaśnić.

CO GROZI ZA NIEWSKAZANIE KIEROWCY?

Cóż, takie zachowanie jest traktowane jako wykroczenie. Pamiętaj jednak, że nie jest to wykroczenie drogowe w sensie samego naruszenia przepisów ruchu drogowego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami grozi ci kara. Wysokość grzywny zależy od charakteru sprawy i rodzaju wykroczenia. Jeśli chodzi o stawki, to w zależności od sytuacji, można spodziewać się różnych kwot.

W przypadku wykroczenia drogowego, w którym nie wskazano kierowcy, grzywna jest wyraźnie wyższa niż zwykły mandat za to samo wykroczenie. W sprawach dotyczących na przykład przekroczenia prędkości – kara może być dwukrotnością grzywny za samo wykroczenie. Dzieje się tak ponieważ, odmowa wskazania kierującego jest traktowana jako próba mająca na celu uniknięcie odpowiedzialności.

MANDAT TO JEDNO, A CO DZIEJE SIĘ Z PUNKTAMI KARNYMI?

W tym przypadku sprawa wygląda następująco. W sytuacji, gdy właściciel motocykla nie wskazał, kto w danym dniu prowadził jego własność, zdarzenie nie jest traktowane jako wykroczenie drogowe. A wiec nie zostaną przyznane punkty karne.

I w tym przypadku możesz liczyć się z dwoma scenariuszami. Optymistycznym i pesymistycznym. Zacznijmy od tego drugiego. Gdy urzędnicy podłączą się do prądu, mogą nabrać podejrzeń, że próbujesz ich oszukać i celowo unikasz odpowiedzialności. Zaczyna się procedura wyjaśniająca. Pewnie rozpocznie się sprawa sądowa, w której jeśli przegrasz zapłacisz sporą karę.

Pamiętaj, że urzędnicy to też ludzie i w większości przypadków mandatu i nie wskazanie kierującego pozwala urzędnikom zamknąć sprawę. Zatem kolejna pula dokumentów spada im z biurka, kasa w kasie się zgadza, a roboty jest znacząco mniej. Jest jednak pewien warunek. Ty zachowujesz się grzecznie, nie wymachujesz rękami, nie udowadniasz im jakim kozakiem jesteś.

Po prostu zachowujesz się jak normalny człowiek. Pamiętaj, że masz w tym swój interes. Na przykład przejechanie na czerwonym kończy się 15 punktami karnymi. A dwukrotne zaliczenie takiej wpadki, co wcale nie jest trudne, biorąc pod uwagę ilość kamer na skrzyżowaniach, kończy się zabraniem prawka. Dla mnie rachunek jest prosty.

PAMIĄTKA ZZA GRANICY

No dobrze, a co zrobić z w przypadku gdy mandat ze zdjęciem zdobyłeś w Austrii, Szwajcarii albo Niemczech? Tak wiem, że w takich przypadkach kwoty na mandatach nie są małe. Powiem tak. W tej sytuacji również masz dwa wyjścia.

Pierwsze olewasz wezwanie. W kolejnym kwota rośnie, w kolejnym także. Do momentu kiedy nie wpadniesz na pomysł pojechania do kraju, w którym zdobyłeś fotkę, wszystko powinno być w porządku. Słyszałem jednak, że dzisiaj niezapłaconym mandatem zajmuje się sąd, a on ma możliwość wyegzekwowania kary lub jak wolisz kasy.

Pamiętaj także, że żyjemy w czasach permanentnej inwigilacji i policja za granicą dość szybko cię namierzy. Mają w tym swój interes. Wtedy sytuacja nie będzie wyglądała tak różowo. Pewnie doliczą ci odsetki za zwłokę i ze 120 euro zrobi się 1000 euro, a może i więcej. Co gorsza kolesie widząc kozaka, skorzystają ze wszystkich swoich uprawnień. A w Austrii przekroczenie prędkości o 60 km/h w mieście lub 70 km/h poza nim, kończy się konfiskatą pojazdu.(!)

W myśl zasady pokorne ciele dwie matki ssie, wybrałbym opcję numer dwa. Zapłaciłbym ten cholerny mandat, który i tak będzie sporo niższy od wszelkich kosztów postępowań sądowych, powrotu pociągiem tego całego cyrku z związanymi z ponownym złapaniem cię.

Ja nie pouczam, tylko dobrze radzę. Zrobisz jak będziesz chciał.

A może masz inne zdanie na ten temat? Nie bój się zostawić tu swojego komentarza.