Home » GÓRY SOWIE – TO MIEJSCE NIE MA PRAWA SIĘ ZNUDZIĆ!

GÓRY SOWIE – TO MIEJSCE NIE MA PRAWA SIĘ ZNUDZIĆ!

Każdy z nas ma takie miejsca, do których lubi wracać. Dla mnie są nimi Góry Sowie. Mogę tu przyjeżdżać latem i zimą. Po to by połazić po górach, pojeździć na nartach albo rowerze. Najbardziej lubię przyjeżdżać tu motocyklem.

Do serca Gór Sowich jest z Wrocławia zaledwie 70 Kilometrów. To na tyle blisko, że można tu dojechać tu w nieco ponad godzinę. Drogi w okolicy są niezłe, a widoki niesamowite. Wiosną żółte pola rzepakowe znakomicie kontrastują z zielenią okolicznych lasów i błękitnym niebem. Czy można chcieć czegoś więcej?

Początek tego wyjazdu nie zapowiadał się zbyt dobrze. Po raz kolejny korek na autostradzie A4, zmusił nas do zmiany planów i zamiast szybkiego dojazdu na miejsce, musieliśmy tłuc się wąskimi, bocznymi drogami. A czas nie jest z gumy. Dojazd do Kątów Wrocławskich był totalną masakrą. Ludzie szukający alternatywy dla zablokowanej A4 wybierali między innymi tę trasę. Samochód toczący się za samochodem, kierowcy sfrustrowani objazdem i zapatrzeni w ekrany smartfonów, to nie wróżyło niczego dobrego. Dlatego jak najszybciej uciekliśmy w pierwszą wolną drogę, która prowadziła w kierunku Gór Sowich.

BOCZNE DROGI RZĄDZĄ!

Po skręcie, ruch ustał jakby nożem uciął. Odcinek z Kątów Wrocławskich przez Krobielowice do Gniechowic jest fajny z kilku powodów. Asfalt jest tu całkiem niezły, a mniej więcej w połowie trasy czeka całkiem przyjemna kombinacja dwóch, ostrych winkli. To właśnie tu często robiliśmy zdjęcia do „MOTOCYKLA”. Jeśli jesteś bardziej obeznany z historią docenisz mauzoleum pruskiego dowódcy Gebharda Leberechta von Blüchera. Ten facet był znany z tego, że pokonał Napoleona w bitwie po Lipskiem. Dowodził on również oddziałami Koalicji Antyfrancuskiej w bitwie pod Waterloo. Na emeryturze von Blücher osiadł w pięknym pałacyku w nieodległych Krobielowicach. Po latach, dla upamiętnienia zasług, zbudowano wspomniane mauzoleum. Dziś jest ono w takim sobie stanie, a legenda głosi, że pod koniec wojny kości von Blüchera i jego żony rosyjscy żołnierze ciągali za motocyklem. Dość upiorna historia, ale jestem ją sobie w stanie wyobrazić.

ZOBACZ RÓWNIEŻ  KRĘTE DROGI POGRANICZA

Za to pałac jest znakomitym stanie. Możesz skorzystać tu z noclegu albo odwiedzić restaurację, gdzie podawana jest między innymi kawa z lokalnej palarni. Ponieważ wszystkie te atrakcje mam już zaliczone, uciekamy jak najszybciej w góry.

Droga nr 35 Wrocław-Świdnica również jest zapchana samochodami, więc przez Sobótkę jedziemy w kierunku Przełęczy Sulistrowickiej. My wybraliśmy opcję prowadzącą przez Księginice Małe i Przemiłów. Do tej pory to miejsce było nieco na uboczu. Przecież zaledwie kilka kilometrów znajduje się o wiele wyższa i bardziej efektowana i lepiej znana przełęcz Tąpadła. Tym razem byłem zaskoczony sporą ilością napotkanych motocyklistów. Może i oni mają dość tłumów. Będąc na szczycie zachwycisz się widokiem na znajdujące się na horyzoncie Góry Sowie. Kwitnące na żółto i ciągnące się niemal po horyzont pola rzepaku też robią robotę, szczególnie w słoneczny dzień.

Przełęcz Sulistrowicka

Dalsza trasa w kierunku gór niech będzie twoim wyborem. Dowolna z dróg, którą wybierzesz będzie dobrą decyzją. Musisz uważać tylko na reszki piachu na asfalcie i ludzi niespiesznie snujących się poboczami. Ja proponuję trasę przez Słupicę i Stoszów, po to by następnie kilka kilometrów do Dzierżoniowa pokonać szybszą i oddaną zaledwie kilka lat temu drogą.

ZOBACZ RÓWNIEŻ  TYCH DRÓG UNIKAJ - SĄ DZIURAWE JAK SZWAJCARSKI SER

GÓRY SOWIE – FESTIWAL ZAKRĘTÓW

Dalej kieruj się w kierunku na Pieszyce i Kamionki. To właśnie od tej drugiej miejscowości zaczyna się festiwal zakrętów. Ten odcinek prowadzi do przełęczy Jugowskiej. Te kilkanaście kilometrów asfaltu to prawdziwa petarda. Zakręty, a jakże są. Dość dobry asfalt – również. Przyjemne podjazdy – także. Niestety po zimie bywa tu sporo piachu, a wąska droga nie pozostawia dużego marginesu na błąd. Na dodatek w weekendy bywa tu tłoczno. Gwarantuję, że przejazd tą trasą spowoduje, że na twojej gębie pojawi się banan od ucha do ucha. Jesienią tu także jest pięknie.

Szczyt przełęczy często bywa zatłoczony, a parkujący tu turyści nie zawsze panują nad swoimi samochodami. Dlatego na te ostatnie kilkaset metrów warto zwolnić. Co dość zaskakujące, tuż za parkingiem na przełęczy ponownie robi się pusto. Jest to tym bardziej zaskakujące, że asfalt prowadzący w kierunku Sokolca jest szeroki, równiuteńki jak stół i pachnący nowością.

Schronisko Orzeł

Dopiero w Sokolcu robi się nieciekawie. Jadąc turystycznym enduro, dziury nie będą dla ciebie problem, za to na twardym nakedzie… trzeba będzie zwolnić. Sokolec jest dobrym miejscem na obiad, bo działa tu niesamowita knajpa „Oberża PRL”. Kompot, schabowy z kapustą, placki ziemniaczane i inne specjały, które kojarzą się z kuchnią mojej babci, rządzą. Często zdarza się, że tłok jest tak duży, że trzeba rezerwować sobie stolik. Zatem zapamiętaj ten link www.oberza-prl.pl

ZOBACZ RÓWNIEŻ  ZACHODNIOPOMORSKIE NA WEEKEND

SCHRONISKO ORZEŁ MOJE ULUBIONE

Naszym celem było schronisko Orzeł w Rzeczce. Można do niego dojechać motocyklem, co już jest atrakcją samą w sobie, bo podjazd jest stromy, wręcz bardzo stromy. Przed kilkoma laty była to zwykła szutrowa droga, która straszyła dziurami i szczególnie w zimie była trudno przejezdna nawet dla terenówek. A towar do schroniska trzeba jakoś dowieźć. Dlatego ułożono tu betonowe płyty. Czar przygody prysł, bo na górę wjeżdża coraz więcej osób. Smażony ser z frytkami smakuje w schronisku całkiem nieźle, podobnie jak wypity browar (bezalkoholowy). Za to widok z tarasu na okoliczne góry uzależnia. Może dlatego tak bardzo lubię tu przyjeżdżać.

Widok ze schroniska Orzeł

W powrotną drogę tradycyjnie wybieram trasę przez Zagórze Śląskie (wersja wokół zalewu też jest super i tylko kwadrans dłuższa), Świdnicę, Marcinowice i Mietków do Wrocławia. Ta opcja jest lepsza od nieco szybszej i głównej grogi nr 35. Po pierwsze dlatego, że nie ma tu tak dużego ruchu. Po drugie widoki są Bombowe. Proponuję zatrzymać się choćby na chwilę na wzniesieniu, w punkcie widokowym, mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Domanicami a Chwałkowem.

Zalew w Mietkowie

Choć korki na wyjeździe z miasta sprawiały wrażenie, że zdetonują ten wyjazd, plan udał się w 100%. Był wspólny wyjazd na moto z synem, były winkle, były góry, była przepiękna pogoda. Czy może być coś lepszego? Z przyjemnością zapraszam w Góry Sowie. Może dopiszesz je do listy ulubionych miejsc.

A może masz inne zdanie na ten temat? Nie bój się zostawić tu swojego komentarza.